Jeśli miałbym wybrać jeden uzdrawiający eliksir, który potężnie regeneruje i wzmacnia organizm, byłby nim wywar z kości. Jak pies do jeża, zabierałem się do wprowadzenia go na stałe do swojej diety.
Wydawało mi się, że czasochłonność przygotowania wywaru do codziennej konsumpcji nie wpasuje się w mój terminarz. Sama zaś perspektywa polowania na odpowiednie kości u stołecznych rzeźników i odkrywania szpiku wydawała mi się turpistycznym danse macabre.
Miło się czasem mylić.